"... poeci, malarze, - całe to dziwaczne
towarzystwo nie jest może tak
bardzo potrzebne. Ale usuńcie ich,
a zobaczycie, że w swych domach,
miastach, krajach, będziecie się czuć tak,
jakbyście usunęli śmieciarzy ..."

175322

Najtrudniej zawsze napisać początek. Lecz bez niego nie byłoby całej reszty i zakończenia. Jeśli wierzyć Heraklitowi, życie jest ciągłą zmianą, jest ciągłym rodzeniem się i śmiercią – a my jesteśmy i nie jesteśmy zarazem. Świat codziennie zmienia swoje oblicze: wybuchają wojny, rodzą się ludzie, wiatr i fale zatapiają statki, wulkany zalewają Pompeje, szczęśliwie lądują kolejne promy kosmiczne. Życie toczy się niczym napis Bridgestone na jednej z opon Roberta Kubicy, na jednym z okrążeń, na jednym z wyścigów, w jednym tylko sezonie. Takie mamy czasy. Możemy się na to nie zgadzać – ale tak jest. Możemy się buntować, tupać nogą i gryźć ze złości ściany – ale tak jest.
        Oto moja strona, jedna ze stron mojego życia. Trochę jest jak blog, trochę jak dziennik. Albo jak album ze zdjęciami. Jest mapą i pamiętnikiem zarazem. Szlakiem, po którym podróżuję, biblioteką, garścią ciekawostek opisanych słowem, muzyką i fotograficzną migawką. A życie dopisze kolejne rozdziały: raz kolorowe, a raz czarno-białe. Ciągle bowiem jestem w podróży. Gdzie więc jestem, jeśli często jestem tam, gdzie już nie jestem i gdzie już mnie nie ma? Czy więc bardziej jestem tam, gdzie mnie nie ma, czy bardziej nie ma mnie tam, gdzie jestem?
Gdzie więc jestem?

Czasy, w których przyszło nam żyć, nie są niczym stałym i pewnym, a raczej zdestabilizowanym i zderegulowanym. To okres Dezokracji. Wzięta od Reinharda Kosellecka alegoria przełęczy górskiej, czy też druga nowoczesność Ulricha Becka oraz Baumanowska płynna nowoczesność oddają w pełni rzeczywistość świata po XX-wiecznych –izmach i działaniach wojennych. To czasy wszystkich de-. Koniec ubiegłego stulecia, będący także cezurą tysiącleci, wielka rewolucja techniczna z wirtualną rzeczywistością i teleportacją w tle, generalny upadek systemów kolonialnych i totalitarnych oraz gigantyczny przyrost naturalny skutkujący migracjami i przeludnieniami nie pozostawiają cienia co do możliwości wysnucia tezy, że żyjemy w dobie Baumanowskiej nowoczesności minus jej iluzje – czyli w czymś nowym. To okres deregulacji i dekonstrukcji, który od lat towarzyszy wszelkim przemianom społecznym. Obraz jest taki: kto nie maszeruje ten ginie. Ponad dwieście lat temu młody Schiller w Zbójcach zapisał, że prawo nie ukształtowało jeszcze ani jednego wielkiego człowieka, podczas gdy wolność kolosów hoduje i olbrzymów.


  <<ZAPRASZAM>>
(kliknij)

Każdy więc może zostać na peronie. Ale każdy także może wybrać się w podróż, próbując zmieniać świat w ramach zastanego porządku. Można wsiąść do pociągu, wybierając dowolny wagon, przedział i miejsce. Dezokracja zmienia rozumienie słów nadając im inne znaczenia – w efekcie zmieniając nas samych – czy tego chcemy, czy nie. Sama bowiem możliwość skorzystania staje się celem.
      Czasy
dezokratów. To ani kierunek filozoficzny, ani nowa szkoła myślenia, a jedynie jeden ze sposobów odbioru i czytania świata, metoda na interpretację tekstów kultury, obecna praktycznie wszędzie: w filozofii, antropologii, socjologii, literaturze. Mnogość jej zastosowań, w formie nazwy własnej, określa z jednej strony czas początku XXI wieku, a z drugiej pozwala komponować własne muzyki do tyle co zdekomponowanych utworów. 
     Z biegiem czasu strona ta będzie się zmieniać. Będzie aktualizowana i poprawiana, przynosząc nowsze publikacje, zdjęcia z podróży, przemyślenia i dyskusje, zapiski z drogi, często przypominając nasze wspólne historie…

Maciej Kalarus