"... poeci, malarze, - całe to dziwaczne
towarzystwo nie jest może tak
bardzo potrzebne. Ale usuńcie ich,
a zobaczycie, że w swych domach,
miastach, krajach, będziecie się czuć tak,
jakbyście usunęli śmieciarzy ..."

175322
 
 
     
     
     
Czasem za Albertem Camusem można byłoby powtórzyć, że tak bardzo kochamy marzenia, aż boimy się je realizować. Innymi słowy przeżycia mogą być marzeniami złapanymi na gorącym uczynku. Można siedzieć w domu i nic nie robić. Można także próbować poznawać świat, który rozkwita obok nas przeróżnymi kolorami wielu zdarzeń. Zdecydowanie jestem z tej drugiej półki – może bardziej trudnej i wymagającej, ale zmuszającej do szukania zaczepki. Ilekroć patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, widać gołym okiem dążenia i pragnienia wielu z nas. Mieszkając w Skoczowie wystarczy wyjść na pobocza głównych dróg przecinających miasto, by zobaczyć setki i tysiące samochodów mknących na południe Europy, przez Cieszyn, w kierunku Wiednia, Pragi czy Budapesztu. Bagażniki na dachach, ciągnięte przyczepy kempingowe i jachty zdradzają plany późniejszych zdobywców Lazurowego Wybrzeża, Costa del Sol, plaż Sycylii czy Złotych Piasków. Już wtedy piszą się niezapomniane historie.
Od zawsze ciekawiło mnie podróżowanie po wydarzeniach, szukanie miejsc, gdzie krajobrazy łączą się z emocjami widowisk. Jeszcze przede mną najwięcej, ale oglądnięcie  na  żywo  Lanse’a  Armstronga  wygrywającego
Tour de France czy Michaela Schumechera w Ferrari na zawsze zostanie w mojej pamięci. Przyszłość być może pozwoli na realizację kolejnych planów z listy zobaczyć i umrzeć. Wystarczy tylko wybiec z domu...
Niestety, nie zawsze miałem aparat i nie wszędzie można było robić zdjęcia. Bywa i tak, że zwyczajnie odejmuje mowę, chwila trwa krótko i przechodzi do historii, nim się jeszcze wydarzy. Marzenia? Zobaczyć jakiś tenisowy turniej wielkoszlemowy, pojechać TGV, oglądnąć na żywo igrzyska olimpijskie, zobaczyć start promu kosmicznego lub rakiety. Jeśli coś z tych rzeczy mi się wydarzy, w tym miejscu ukażą się fotografie. Poznając życie – poznajemy siebie. Z pewnością życie przysporzy jeszcze wielu szans, by nadrobić stracone okazje. Póki co zapraszam do wędrówki po kilku koncertach oraz innych, wspomnianych wyżej, wydarzeniach. Często udział w jakimś atrakcyjnym przedsięwzięciu nie wymaga dużego wysiłku, naprawdę można wiele na wyciągnięcie ręki. Czasem zwykły spacer może być epokowy. W domu, na ścianie, mam zapisane, żeby nie czekać na przeznaczenie i brać los we własne ręce. Nie zgadzam się z przeznaczeniem i losem – to słowa wycięte żyletką z moich słowników, natomiast zdecydowanie nie ma na co czekać.
 
<<   :: strona główna :: szuflada pisania :: regały hobby :: magazyn rajdów :: azymuty podróży :: kalejdoskop fotografii :: kroniki zaprzeszłe :: widoki domu :: szpalty gazet :: torba wrażeń :: kobiety tajemnic :: światła w tunelu ::   >>
  aktualizacje  
  copyright © maciej kalarus,  created by netus.pl